ŹRÓDŁA HISTORYCZNE / 1598

List Hipacego Pocieja do księcia Konstantego Ostrogskiego

3 czerwca 1598 roku

W liście do księcia Konstantego Ostrogskiego Hipacy Pociej rozważa o zgodzie kościelnej, odpowiedzialności pasterza i pokoju w Kościele.

«…dniem i nocą ze łzami moimi błagam Miłosiernego Boga…»

Przekład fragmentu według opublikowanego tłumaczenia ukraińskiego.

Do światłego księcia i jasnowielmożnego pana Konstantego, z Bożej łaski księcia Ostrogskiego, wojewody kijowskiego, marszałka ziemi wołyńskiej, starosty włodzimierskiego, pana swego miłościwego, mnogogrzeszny sługa Cerkwi Bożej i modlnik Jego Królewskiej Mości oraz Waszej Książęcej Miłości, Hipacy, biskup włodzimierski i brzeski, wiernie życzy zdrowia duszy i ciała na czasy nieodmienne z pomyślnym panowaniem.

«Chodźcie, póki macie światło» 1, mówi Chrystus, Pan i Zbawiciel wszystkiego świata. Słowa te, jasny i miłościwy książę, jawnie pokazują, iż dopóki trwamy w tym doczesnym i pokornym życiu, powinniśmy zabiegać o Boże błogosławieństwo i zasługiwać na nie, albowiem i w przyszłym życiu jedynie sprawiedliwym i dobrym zajaśnieje najjaśniejsze i niedotykalne światło Tego, który sam jest Bogiem, a grzesznych przykryje ciemność zewnętrzna. Wiedz tedy, że trzeba zasłużyć uczynkami pobożnymi i godnymi na wieczną zapłatę; wszelako i jedne, i drugie stają się próżne i nieużyteczne do sprawowania, bo już nie mogą w nich dalej postępować ani pracować, gdyż doszły do swego kresu i granicy. I tak «chodźcie», mówi się, jakoby rzekł: «Sprawujcie zbawienie wasze, póki światło macie», to jest póki dany wam jest czas szukania niebieskiego. I dlatego każdemu dana jest pewna miara talentu, aby, ile możności nad nim pracując, pomnażał go, tak by, będąc sprawiedliwym i bogobojnym, tym bardziej się usprawiedliwiał i uświęcał, strzegąc się, by potem nie przyszło mu słyszeć owo straszliwe słowo: «Sługo zły i leniwy», a potem: «Weźcie mu tedy talent» 2, a co najstraszniejsze: «A nieużytecznego sługę wrzućcie w ciemności zewnętrzne» 3.

Przeto i ja, mnogogrzeszny, przeżywszy już daleko większą część biegu mego żywota i, z miłosierdzia Bożego, niosąc na sobie powinność i ciężar urzędu pasterskiego, rozmyślając w sobie i mając nieustannie przed oczyma owo straszliwe majestatis Dei, przed którym mam stanąć i własnymi oczyma ujrzeć sprawiedliwego, a już nieubłaganego Sędziego, oraz ponieść na sobie Jego nieodmienny sąd wedle uczynków naszych (a choć widzę teraźniejsze czasy złe, które opłakując z prorokiem, słusznie mogę rzec: «Łzy moje stały mi się chlebem we dnie i w nocy» 4), i często serce moje tak jest ściśnięte, że ani mówić, ani pisać czegokolwiek nie podobna; jednak z miłości ku duszom niewinnym, krwią Chrystusa, Boga naszego, odkupionym, za które jako pasterz, mając je sobie powierzone, muszę zdać surowy rachunek, nie przystało mi tego zaniechać i, wedle siły mojej, póki jestem na tym świecie, nie pełnić obowiązków mego urzędu. I Waszej Miłości, będącemu postawionym na tej samej [drodze] zbawienia, niechajby w tak wiekowej starości i dojrzałych latach swego wieku, wedle talentu przez Boga danego, nie zaniedbywał tego czynić — proszę i błagam o to, i dla miłości Jezusa Chrystusa pilnie przypominam, a gdyby mi godziło się mówić śmielej, to i nakazuję. Albowiem Wasza Książęca Miłość może być prawdziwie pewien, iż nie czym innym, jeno serdeczną miłością i wdzięcznością do tego zostałem pobudzony, pragnąc ci jeszcze większej sławy i pomnożenia wszelkich duchownych dóbr, odważyłem się to napisać. I choć dobrze wiem, iż Wasza Książęca Miłość teraz nie jest ku mnie łaskawy i bez żadnej mej winy jest na mnie urażony, wszelako najmniej na to zważam, a patrzę na wielką łaskę i dobrodziejstwa twoje, którymiś mię bardzo ozdobił, przeto najzacniejszego i najsławniejszego imienia twego nigdy nie zdołam zapomnieć; wspominam też ów łaskawy oblicze, osobliwą ku mnie opiekę i inne rozmaite dobrodziejstwa twoje, które dają mi dobrą nadzieję i wiodą mię do tego, abym się starał o dawną twoją ku mnie łaskę i dążył do pożądanego pokoju, a pokój, choćby i niesprawiedliwy, daleko lepszy jest niż nieprzyjaźń i sprawiedliwa wojna między ludźmi pobożnymi i chrześcijańskimi. Dlatego, ile tylko można, proszę Waszej Książęcej Miłości: wszystko to, co w tym piśmie mówić będę, z łaskawego spojrzenia swojego, którym cię Bóg obdarzył, przyjąwszy, racz rozumieć i wykładać nie na złą, lecz na dobrą stronę, aby znalazły miejsce słowa: «Zgrom napomnij mądrego, a umiłuje cię» 5; a dalej, aby Wasza Miłość, wedle zwykłej swej dobroci i miłościwej łaskawości, mnie, słudze i swemu modlnikowi, nie wzbraniał skłonić ku sobie swego łaskawego ucha.

Z łaski Boga Wszechmogącego i z Jego świętego upodobania, bez woli którego człowiekowi nic nie jest możliwe, stało się zjednoczenie między cerkwią grecką a rzymską w państwie Jego Królewskiej Mości, pana naszego miłościwego; po tak długim czasie przeklętej schizmy niemal przez półtora wieku, z niedbalstwa starszych cerkiewnych, leżało ono zapomniane po Soborze Florenckim, a teraz, za naszych czasów, zostało odnowione, przywrócone i utwierdzone, to jest: członki, które pierwej między sobą miały gorzką i straszliwą wojnę i niechęć, a same siebie rozdzierały i dzieliły (nie inaczej, jakby, rozumu pozbawione, ręka rękę, albo noga nogę i inne członki inne członki w jednym ciele biły i mordowały), co może być poczytane za osobliwy cud, znowu się zjednoczyły i do zgody oraz uspokojenia przyszły. Członki, które niegdyś odłączyły się od duchownego ciała Chrystusowego, jako zgniłe i umarłe, żadnego życia w sobie nie mając, nic dobrego czynić nie mogły; gdy zaś znów zostały złączone i spojone, stały się mocne, żywe i piękne. Ustanowiliśmy tedy tę jedność, to jest: nic nowego nie uczyniliśmy, lecz wszystkie ceremonie naszej dawnej wschodniej cerkwi greckiej, aby na wszystkie przyszłe wieki mocno i nieodmiennie mogły, jak dawniej, być zachowywane, potwierdziliśmy przywilejem pasterza powszechnego i biskupa, i ich już potem nikt nie będzie mógł wtrącić w jakąkolwiek wątpliwość ani z niewiedzy nimi się brzydzić; odtąd katolik obrządku zarówno ruskiego, jak i rzymskiego winien mieć ku nim wielką cześć; ani potem, ani teraz nie będzie mógł ani Rusin pogardzać i stronić od Rzymianina, ani Rzymianin od Rusina, ani jeden drugiego złorzeczyć, ani na znak pogardy pluć za nim (czego przedtem i teraz było pełno z powodu ludzi bezbożnych i szalonych), i nie odważy się tego czynić potem, gdy Rzymianin, wszedłszy do naszej cerkwi, zacznie odprawiać swe modlitwy wedle swego zwyczaju i powiadać, że cerkiew przez nie została splugawiona. I w samej Grecji, gdzie ręka pogańska jeszcze nie zawładnęła i obyczaje Greków są łagodniejsze, nic podobnego przynajmniej się nie zdarza.

Zdumiałyby się Wasza Książęca Miłość, gdybyś nawiedził greckie wyspy, które są pod Wenecjanami, a co dziwniejsza, pod posłuszeństwem patriarszym, jako to na Krecie, Korfu, Zakintos, Kefalonii i Cyrygo, a także w wielu innych ziemiach i powiatach, gdzie niemal sami Grecy mieszkają, jak wspólnie Grecy i Rzymianie w czasie nabożeństwa i modlitw powszechnych, każdy przywdziawszy wedle swego zwyczaju szaty kapłańskie, razem procesje z krzyżami odprawiają i modły we wszelkiej potrzebie do Pana Boga czynią nierozdzielnie! Na koniec, w czasie święta rzymskiego, to jest Ciała Bożego, wraz z Rzymianami jednym chórem w procesji chodzą i wielką cześć okazują Najświętszemu Sakramentowi, sami z siebie, dobrowolnie, bez wszelkiego przymusu — to u nich jest powszechne. Także i w Wielkim Tygodniu, w Wielki Piątek, na pamiątkę męki i ukrzyżowania Chrystusowego, wspólnie odprawiają żałosną procesję z dziwnymi obrzędami, a iż w tej procesji bywają ludzie, którzy z pobożności ku Męce Chrystusowej sami się biczują, tedy daleko większa część spośród nich Grekami bywa. Nadto, przy wszelkiej potrzebie ciało świętego Spirydona (które aż dotąd całe i nienaruszone jest w Korfu; on był między trzysta i osiemnastu świętymi ojcami na soborze nicejskim, mąż cudownie święty, i on też uświęcił owo sławne miasto), owo ciało Grecy i Rzymianie razem, odprawiając nabożeństwo, po mieście na ramionach noszą i proszą Pana Boga o pomoc, a zarazem (co wszystkim wielce jest dziwne!) otrzymują spełnienie swoich próśb: czy to będzie deszcz w wielką posuchę, czy pogoda i jasność w czasie złej aury oraz innych licznych potrzeb. Nadto, w dzień świętego Arseniusza, biskupa greckiego miasta Korfu, którego ciało spoczywa w łacińskim kościele katedralnym archidiecezji korfijskiej, tam zawsze, na jego święto, wszyscy greccy kapłani i cały lud zwykli się schodzić, i w tymże kościele świętą liturgię odprawiają po grecku na łacińskim ołtarzu. Tamże, w tymże kościele, w wigilię świętych najwyższych apostołów Piotra i Pawła ci sami Grecy odprawiają wspólnie nieszpory.

Wszystkie te rzeczy, jako wspólne Grekom i Rzymianom, są opowiadane przez samych Greków, ludzi godnych wiary; dlatego, przyjąwszy je za pewne, postanowiłem je tu położyć, i to dlatego, iż nasi pospolici ludzie zwykli brzydzić się kościołami i ceremoniami rzymskimi, aby na przyszłość wiedzieli, że i sami Grecy takiej brzydoty nie czynią i takiej zawziętości, jaka u nas bywa ku Rzymianom i ku ich nabożeństwu, nie mają.

Wracam tedy do słów i do samej rzeczy.

Dokonaliśmy owej jedności. I tą jednością w niczym nie przestąpiliśmy granic i rubieży od dawnych wieków ustanowionych przez naszych starszych zwierzchników i przez jasnych, bogonośnych Ojców, a na soborze florenckim odnowionych (o czym ich własne pisma jawnie świadczą); przez tę jedność potwierdziliśmy przywileje naszych hospodarów, od dawna nadane, a z niedbalstwa naszych w zapomnienie popadłe, i przywróciliśmy wolności w nich dane duchowieństwu naszemu, a także wróciliśmy pokój, zaniedbany przez tak długi czas, świętym cerkwiom, ile nam na to siły starczyło.

O najchwalebniejszy książę! Odrośl pobożnego wielkiego Włodzimierza, który ochrzcił ziemię ruską! Czyż tedy bolejesz nad tym, że odkryliśmy podstępy diabelskie, obaliliśmy dzieło jego przeklętej schizmy i do niczego je obróciliśmy? Czy bolejesz nad tym, że, wedle proroka Ozeasza, «zbiorą się razem synowie Judy i synowie Izraela i postawią sobie jedną głowę» 6, a wedle Boskiego Jana: «I będzie jedna owczarnia i jeden pasterz» 7?! Że gałęzie niegdyś odcięte od owego pięknego drzewa, zasadzonego nad wodami płynącymi, znowu zostaną wszczepione i rodzić będą zielone liście oraz słodki owoc? 8 I że jedna, a niemała i najchwalebniejsza część owego Kościoła, jako i dawniej, w jedno ciało się złączyła, a pobożne członki wspólnie przyjmują łaskę Bożą, płynącą od jednej głowy, i razem, jako dziedzice i uczestnicy tego samego dziedzictwa, panują; że trzoda, pasiona wspólnym pasterzem, używa zdrowej nauki, i jako miłe dzieci tego samego Ojca Niebieskiego, a między sobą prawdziwi bracia i przyjaciele, wznieśli i postawili drugi mur Kościoła, złączonego kamieniem węgielnym, Jezusem Chrystusem?

Czy bolejesz nad tym, najświetlejszy książę, że z prorokiem Dawidem możemy śpiewać: «Oto jak dobrze i jak pięknie, gdy bracia mieszkają społem»? I nad taką bracią, która z jednego nasienia Ducha Świętego zrodzona i jednym obmyciem Bożego narodzenia ochrzczona, na nowo się odrodziła, aby już więcej rozłamu i zwad między nami nie było, aby odtąd nikt nie śmiał mówić: «Jam Pawłowy», a drugi: «Jam Apollosowy, jam zaś Kefasowy» 9, lecz jak napisano: «Aby było jedno serce i jedna dusza», będąc jednym braterstwem i mając jednego Ojca, którego wzywasz w niebiosach, tak samo na ziemi mając jeden Kościół jako matkę wspólną, czcząc i chwaląc jedynego Zbawiciela naszego Jezusa Chrystusa, w jednej świętej wierze katolickiej, apostolskim głoszeniem założonej, zaszczepionej i rozsianej po całym świecie, męczeńską stałością i krwią napojonej i poświadczonej, nauką i dogmatami świętych Ojców oświeconej i pomnożonej, cudownie przystrojonej świętym życiem niezliczonych wyznawców, abyśmy szczerze miłowali się jako bracia, u których wszystko ma być wspólne: dusze, myśli, wole, jeden Bóg, wspólne nabycie pobożności, wspólne zbawienie, wspólny trud i praca, wspólna zapłata i wieniec, gdzie wszyscy są jak jeden człowiek, lecz nie sam jeden, ale we wszystkich; i mówiąc ogólnie, jak w jednym pięknym ciele pięknie złożone członki, mocne i żywe, wspólnie pomagałyby sobie pod jedną głową, Chrystusem Panem, najwyższym Arcykapłanem i prawdziwym Aaronem, od którego всяka moc i rosa łaski na nas spływa, abyśmy, żyjąc, bojowali i wonią obfitą napełniali oraz weselili jasną górę Syjon, to jest dom Boży, Kościół katolicki, tak iżby na nas słusznie sprawdzały się słowa świętego Pawła: «Jesteśmy bowiem dla Boga wonią Chrystusową» 10, a potem, skropieni rosą niebieskiej łaski, dostąpili szczęśliwie życia wiecznego, «bo tam Pan nakazał błogosławieństwo» 11, to jest w swym prawdziwym i jedynym Kościele, a nie w wielu (o nim, jako o jedynym, Salomon w Pieśniach imieniem Chrystusowym mówi: «Jedyna ona, gołębica moja» 12, której obraz dała jedna arka Noego, i jeden przybytek świadectwa, który zbudował Mojżesz, i jedna świątynia jerozolimska, zbudowana przez Salomona, w której jedynie, a nie gdzie indziej, przystało chwalić Boga i składać ofiary). O tym Kościele Salomon w Przysłów mówi: «Synu mój, nie odrzucaj nauki matki twojej» 13 — w nim, jak wyżej powiedziałem, a nie gdzie indziej «nakazał Pan błogosławieństwo i życie na wieki» 14.

O chrystolubny i najświetlejszy książę! Czyż nad tym bolejesz i na nas, sługi i modlniki swoje, gniewasz się? Czy nie przystałoby raczej weselić się z tego, skoro sam tego z wielką ochotą pragnąłeś i łaknąłeś ujrzeć i dożyć chwili, aż Pan Bóg zamknie śmiertelne oczy twoje, czego liczni królowie i wielcy hospodarowie chcieli dożyć, lecz nie oglądali? Czemuż tedy raczej nie weselisz się z tego i Panu Bogu za to nie dziękujesz, skoro pod twoim początkiem i przewodem dzieło to się zaczęło i dokonało? 15 Albowiem świadkiem mi jest Bóg Wszechmogący, iż skoro tylko z Bożej łaski i twoim staraniem wstąpiłem na duchowny stan biskupi, nie od nikogo innego tak bardzo nie przypominano mi o tej sprawie i nie przymuszano do niej, jak od Waszej Książęcej Miłości, który wówczas miał to w swym zamyśle jako dzieło dobre i święte. Świadczy o tym list Waszej Książęcej Miłości, własną ręką podpisany i do mnie przez pana Bazylego, starostę suraskiego 16 posłany, w którym Wasza Książęca Miłość przypominasz mi, pobudzasz, żądasz i w imię Boże prawdziwie nalegasz. Są artykuły i kondycje własną ręką Waszej Książęcej Miłości napisane, o tym, co należałoby z papieżem omawiać i co utwierdzać, ustanawiając ową jedność. A teraz nie wiem, jak Wasza Książęca Miłość wszystko to raczył zapomnieć i począł jawić się jako srogi przeciwnik wszystkiego tego, a nawet niektóre moje listy, pisane w tej sprawie do Waszej Książęcej Miłości, które jakoby można było rozumieć jako pomocne stronie przeciwnej, raczyłeś puścić do druku? Jakoby za myśli i słowa nasze mielibyśmy dawać rachunek Panu Bogu, a za pisma już nie? Ale to teraz odkładam na bok, bo nie czas i nie miejsce, by to wszystko teraz wspominać. Gdybym bowiem chciał oddać nawzajem, znalazłoby się i u mnie niemało listów Waszej Książęcej Miłości, godnych druku, które jawnie pokazałyby moją niewinność. A jeśli słusznie ma być nazwane winą to, że uczyniłem tak dobre dzieło, nie wiem, jak może być przed ludźmi prawy ów, który mnie do tego pobudził i swym autorytetem, mówiąc prawdę, jakoby i przymusił. To można pokazać nie słowem, lecz pismem. Jednak mając jeszcze pewną nadzieję co do pobożnego zamiaru Waszej Książęcej Miłości w tej sprawie, daję temu teraz pokój.

Ale mówisz, Wasza Książęca Miłość, że należało wpierw na synod, a nie do Rzymu jechać 17, i aby wszystko działo się z woli wszystkich? Przyznaję: i ja sam, Wasza Miłość, tego synodu bardzo pragnąłem i obiecałem to Waszej Książęcej Miłości, podając rękę, i po większej części dość dobrze wypełniłem obietnicę, bo i synod z mego starania został dozwolony. Jednak skoro tylko otrzymaliśmy wieść od pewnej wyższej osoby, iż Wasza Książęca Miłość, jak się zdaje, raczyła posłać do Torunia na heretycki synod 18, wzywając innowierców na owo oczekiwane zgromadzenie przeciwko nam i przeciw dziełu rozpoczętemu (o czym wszystko pisemnie nadesłano mi z dworu Jego Królewskiej Mości, a odpis tego mam i dziś u siebie, w którym, co szczególnie dziwne, napisano nawet, jakoby nasze ceremonie bardziej z ewangelickimi niż z rzymskimi miały zgodę, a one właściwie zgadzają się tak, jak starożytne z nowym, umocnienie i kamień niewzruszony z lekkomyślnością i trzciną, szerokość z ciasnotą, płodność z bezpłodnością, świętość z przekleństwem, dobry porządek z zamieszaniem, rodosta a z kwiatem maku, wonne mirro z brudem, światło z ciemnością, Chrystus z Beliarem b i wiele innych rzeczy), skoro to wszystko usłyszeliśmy, poczęliśmy się temu dziwować i nie wiedzieliśmy, co dalej z tym czynić.

a Rodosta — być może kłos rodyjski.

b Beliar — bezbożny, niegodziwiec; wzmiankowany: 2 Kor 6,15.

Ponieważ Jego Królewska Mość, dość się o wszystkim dowiedziawszy, zakazał nam owego synodu, pierwej dozwolonego, boć nie byłby to synod, ale jakieś zamieszanie, gdyby innowiercy mieli z nami taki synod odprawiać. Czego świeży przykład niedawno okazał się w Brześciu, że przeważnie heretycy, połączywszy się z naszymi odstępcami i z nieprzyjaciółmi chrześcijaństwa, a uczyniwszy sobie inne zgromadzenie, przeciw regułom odważyli się nas wzywać i z naszych stolic zrzucać! 19 A to, śmiało rzec mogę, od wieków niesłychane, aby ludzie świeccy, heretyccy, coś takiego uczynili swym starszym, arcybiskupowi i biskupom, a nadto nie wezwanym, bez pozwu, bez sądu, bez prawa, bez własnego i głównego sędziego.

Nie trzeba tedy dziwić się temu, że taki synod przed drogą do Rzymu zaniedbano.

Jeśli zaś Wasza Książęca Miłość z jakiejś szczególnej nienawiści ku jakiejś osobie (a może też słusznie czymś zostałeś urażony) nie raczysz zezwalać na ową jedność, tedy niechaj taka osoba i owa nienawiść będą odłożone na bok od tak świętego i chwalebnego dzieła, a nie mieszajmy spraw ludzkich z Bożymi, świeckich z duchownymi, ziemskich z niebieskimi, doczesnych z wiecznymi, albowiem niesłuszna rzecz, aby dla człowieka odrzucano dzieło Boże, a samym Bogiem gardzono! Racz tedy, Wasza Książęca Miłość, pilnie rozważyć, skoro masz tak wielkie u wszystkich poszanowanie, iż niemal cała Ruś nasza na ciebie patrzy! Jakaż wielka szkoda z tego wyniknie, gdy, patrząc na ciebie, który się tej sprawie sprzeciwiasz, tak wielka mnożność ludzi w tym państwie do tej jedności nie przystąpi, i jakiż surowy rachunek będziesz musiał, Wasza Książęca Miłość, zdać Panu Bogu za tak wielką szkodę dusz ludzkich! Bo nie inaczej, jakby Wasza Książęca Miłość już pierwsze pojednanie rozdarł. «Widziałeś ubogiego, — mówi świetny Augustyn, — a nie nakarmiłeś go: zabiłeś go!» Tak i ty, mogąc zjednoczyć członki Chrystusowe, nie zjednoczyłeś, lecz tylko rozłączyłeś je i rozerwałeś! Jak i Chrystus Zbawiciel mówi: «Kto nie jest ze Mną, ten przeciwko Mnie» 20.

Jednak uprzedź sobie tę chwałę przed innymi twymi następcami, która cię przedziwnie ozdobi! Jasny jesteś szlachetnością, bogactwem, mocą, wielkością, godnością i powagą — wszystko to dobrze wiem, widzę i wywyższam cię nad wielu, wszelako wszystko to masz wspólne z wieloma śmiertelnymi. Lecz w tym i siebie, i innych przewyższysz, i coś osobliwego i najchwalebniejszego uczynisz, jeśli tak wielkie dzieło uciszysz i doprowadzisz do skutku, które może cię na wszystkie wieki uczynić nieśmiertelnym — a tobie łatwiejsze i dogodniejsze do wykonania, innym zaś ciężkie i niedostępne.

Oto wszyscy patrzą tylko na ciebie jednego: co ty uczynisz, to i inni uczynią; a jeszcze nie minął czas sposobny, by Wasza Książęca Miłość nie mógł tego uczynić, bo cała ta sprawa jest taka, iż Wasza Książęca Miłość wedle swej woli wszystko możesz uczynić.

Masz, Wasza Miłość, najwyższego powszechnego biskupa przychylnego sobie, który bardzo pragnie twej chwały! Układaj się, o co chcesz, pisz, co ci się widzi i podoba! A mnie, Wasza Miłość, masz gotowego do wszelkiej posługi, i to jeszcze z utratą mego zdrowia w tej mojej starości; i jak nikomu nie ustąpiłbym, gdy idzie o naruszenie chwały Bożej, tak nie chciałbym nikomu ustąpić, gdy idzie o jej pomnożenie! Prowadźże tedy, Wasza Miłość, rozmowy z najjaśniejszym ojcem papieżem przez swych posłów o tym, czego w tej sprawie brakuje! Albo raczej sam do niego jedź, a tam zarazem nawiedzisz ciała najchwalebniejszych i najjaśniejszych pierwszych Apostołów Chrystusowych, abyś tym sposobem większą łaskę Bożą sobie zjednał i własnymi oczyma ujrzał to, co liczni hospodarowie i książęta, bracia twoi, pragną oglądać, a oglądając, wielką z tego mają miłość. A ja, jeśli ci to miłe, będę ci przewodnikiem i sługą. Na koniec tedy, Wasza Miłość, racz korzystać z mego posłuszeństwa i usług jak z tego, który z wielką ochotą pragnie we wszystkim podobać się i służyć Waszej Książęcej Miłości.

Dla miłego Boga proszę: jak długo jeszcze będziemy używać tej nieprzyjaźni, która w krótkim czasie może do śmierci doprowadzić? I jak długo będziemy dawać wspólnym nieżyczliwcom powód, aby mogli o nas mówić i szczebiotać coś przeciwnego? Czyż nie lepiej byłoby się zjednoczyć, podać sobie ręce i z obu stron starać się uśmierzyć taką wrogość, jak przystoi prawdziwym chrześcijanom, jeśli chcemy zasłużyć na zapłatę obiecaną przez Chrystusa pokój czyniącym? Bo czyż nie małaby była szkoda tak długo trwać w nieprzyjaźni, a daleko większa jeszcze strata — ją przedłużać? Z mej strony nic nie będzie zaniedbane z tego, co wedle apostolskiego przykazania winno być dopełnione, bo on tak nam przypomina: «Słońce niech nie zachodzi nad gniewem waszym» 21, albowiem gotów jestem wszystko wypełnić, choćby nawet przeciw dostojności mego stanu, byleby tylko nie było to przeciw świętej wierze i jedności.

Ale mówisz, Wasza Książęca Miłość: pragnąłem jedności i troszczyłem się o nią, lecz nie o taką, jaka teraz nastąpiła, ale o inną, to jest aby z większym pożytkiem i większą chwałą było: by nie tylko państwo tutejsze, lecz i moskiewskie, a nadto wszyscy patriarchowie i Grecy w ogóle do tej jedności przystąpili. Dlatego chciałbyś, Wasza Książęca Miłość, abym z tym jechał do Moskwy. Lecz żeśmy, nie doczekawszy tego, śpieszyli z tym, tedy raczysz, Wasza Miłość, się obrażać. I któż by się temu nie radował, gdyby to raczył dać Pan Bóg z miłosierdzia swego świętego, aby i wszyscy oni na to przystali? Wielkiej pochwały godne byłoby takie rozważanie i zamysł Waszej Miłości, ale karmilibyśmy się w tym tylko nadzieją, a nie skutkiem! Bo któż nie wie, jak wielkie są grubiaństwo, upór i zabobony w narodzie moskiewskim! I któż nie zna ohydnego i zuchwałego w schizmie, prawdziwie zatwardziałego narodu greckiego oraz jego nieużytecznego lęku, iż nie śmie nawet pomyśleć o czymś dobrym i chwały godnym! Nie tak, jak przodkowie ich przedtem we wszystkim sławni byli, ale ci wolą raczej prowadzić życie rozwiązłe bez czci w surowej niewoli, niż pragnąć uczciwej śmierci ze swą sławą! Tak bowiem zepsute są ich obyczaje, iż sami sobie i swoim nic a nic nie chcą wierzyć, lecz pełni jedynie próżności, pychy i nadęcia, zmyślając baśnie, bawią się pustosłowiem; a gdy coś prawdziwego poznają, zaraz jeden drugiego wydają na rzeź. Trudno im w czymkolwiek zaufać, bo w tejże godzinie będzie to w uszach Turków, a potem niewinnym śmierć gotowa. Śmierć zaś znowu rodzi strach, a strach czyni ludzi nikczemnymi, próżnymi, leniwymi i obrzydliwymi. A gdy kto mówi im o chrześcijańskiej jedności, uznają to za rzecz niemożliwą i trudną. Lecz choćby i patriarchowie na to się zgodzili, czyż nie zaraz, gardząc nimi, osadzą na ich miejscu innych własni ich biskupi i naród grecki? Zatem nędzny jest stan owych dzisiejszych Greków: choćby i sami patriarchowie oraz ich starsi chcieli uczynić coś najchwalebniejszego i dobrego (jak próbował w tym ów sławny, wielki i pobożny mąż Jeremiasz 22), nie mogą i nie śmieją, bojąc się własnego narodu! Bo nie ma ich kto do tego przywieść! Władza świecka zawsze w takich sprawach pomagała duchownej, ale było to za chrześcijańskich cesarzy. A teraz u nich nie pasterze owcami rządzą, lecz raczej owce pasterzami.

A prawie toż samo teraz dzieje się i na Rusi. Jako by z jakiegoś dziedzicznego prawa wzięli i nauczyli się tego od Greków, aby nie słuchać swych starszych. Lecz choćby się i stało, iż naród grecki temu by się nie sprzeciwiał i na to przyzwolił, azaż by tego Turek nie zakazał? A choćby i on patrzył na to przez palce (nie sądzę, aby tak było, albowiem jego przebiegła pobożność każe tego pilnie strzedz) albo by się o tym nie dowiedział (co jest niemożliwe), tedyć i tak z pewnością na długi czas by się to przeciągnęło! Łatwo bowiem każdy widzi: azaż nie wielka szkoda czekać tak długo, śmierć mając za plecami? To tedy nade wszystko skłoniło nas do pośpiechu, żeśmy się obawiali, aby oni i wielu innych nie rozerwali nam tego rozpoczętego świętego dzieła albo nie przeszkodzili ludowi swoimi pismy i listy, co już nie raz od nich bywało. Lecz teraz, sprawy nasze statecznie ugruntowawszy, wedle Apostoła: «Słabego w wierze przyjmujcie» 23, zawsze możemy i im pomagać, i za nimi wstawiać się. A Waszej Książęcej Mości i w ogóle, jako tak wielkiemu panu i najświetniejszemu księciu, zawsze bezpiecznie i swobodnie będzie ich nakłaniać i potem.

Jeśli zaś Wasza Książęca Mość taką jednością gardzisz, przeto iż w myśli swojej inaczej o niej rozumieć raczysz i pojmujesz, że jest to przeciw sumieniu twemu, a przeto przystąpić do niej nie chcesz, widząc prawdziwy Kościół Boży jedynie przy samych Grekach, tedy i mnie to samo przywiodło, iż przystałem do Kościoła Rzymskiego, albowiem sumienie moje ukazuje mi go jako prawdziwy; bo gdybym inaczej mówił, kłamałbym, ponieważ w myśli nie inaczej, jeno tak to rozumiem.

Jeśli tedy Wasza Książęca Mość raczysz trzymać się takiego, jako rzekłem, zdania, odstąpiwszy od owego pierwszego zamiaru twego, aby ustanowić zgodę z Rzymianami, i teraz poczytujesz tę zgodę za niepotrzebną, czemu bym snadno mógł uwierzyć, tedy nie widzę, aby Grecki Kościół przez te kilka lat, które minęły, stał się świętszy i lepszy albo pomnożył się w jakichkolwiek uczynkach; bo im dalej, tym bardziej się niszczy i ku wielkiej niezręczności oraz grubiaństwu przychodzi, gdzie między starszymi dozorcami Kościoła nic inszego nie masz jeno pijaństwo, obżarstwo, symonia, nieprawda, nienawiść, potwarze, upór, pycha i nadętość oraz inne złości tak bardzo panują, iż nie chcą nawet pod gorzkim niewolnictwem naprawić się i uniżyć. O nauce w Piśmie Świętym i w innych świeckich pismach (dla ozdoby i nauczania ludzkiego), gdzie pierwej sam kwiat był, już nie pytaj; dobrych nauczycieli kaznodziejów między nimi i ze świecą nie znajdziesz, a w ogóle kaznodziejstwo poczytują sobie za herezję papieską, zasłaniając swą nieudolność i grubiaństwo 24. To by mogły poświadczyć mury katedry ostrogskiej, kiedy był tam patriarcha antiocheński i kiedy prezbiter Waszej Książęcej Mości 25 chciał głosić słowo Boże, a musiał milcząco zstąpić z katedry!

O stan szlachecki nie pytaj, bo Turek wszystko wyniszczył!

Przejdźmy tedy do stanu zakonnego. Tam ani posłuszeństwa, ani prawdziwej surowości nie masz! Bo jak oparzeni, bez woli starszych swoich po świecie biegają 26, szukając tłustszego jadła, a na miejscu rzadko postoją! Jawnie każdy widzieć może, iż z onego świętego zakonu mnichów, przez Bazylego Wielkiego ufundowanego, tylko tytuł albo cień jaki został, a sama rzecz całkiem zginęła; bo wielu z nich, z klasztorów pouciekawszy, stało się włóczęgami, tylko pieniądze bałamutnymi opowieściami zbierają, golą i od ludzi wyłudzają, a potem, zebrawszy je, między sobą o nie się biją i jedni drugich oszukują. Tośmy poznali nie tylko między prostymi, ale i między niektórymi większymi. Jakie piętno po sobie zostawił w tych stronach Gabriel, patriarcha ochrydzki, który, niby jaki przekupień, towar swój rozkłada, jako kram, i nim handluje, tak on świętymi rzeczami handlował: rozgrzeszenia małe i wielkie sprzedawał, wielkie rozgrzeszenie po talarze, średnie po pół talara, a mniejsze za sześć groszy. Na wszystko to sam, widocznie, w Brześciu patrzył oczyma swymi. Nie wspominam innych zbrodni, których było pełno, i jako to i w samym Rzymie na zelżywość narodu greckiego i stanu kapłańskiego opisał, a potem, gdy, wróciwszy na greckie wyspy, marnie zginął, jawnej kary Bożej za swe występki doznał. To nie tylko Wołosi, ale i mnogi Grecy oraz Wenecjanie poświadczyć mogą. Krótko mówiąc: tylko postać i pewien cień owego pierwotnego świętobliwego stanu kapłańskiego i zakonnego u dzisiejszych Greków został, a rzeczy same całkiem puste. Taką postacią tylko nieświadomych ludzi zwodzą, jako też Żydowie, którzy słowy, co zabijają, się kierują, a ducha, co ożywia, odrzucają, nie pamiętając, co Paweł mówi: «Bo litera zabija, a duch ożywia» 27. I dziwią się niemało, iż ludzie uważni i pobożni nie mogą tego w nich widzieć! O biedna Grecjo, o której bezpiecznie mówić możemy słowy proroka Jeremiasza: «Jakoż ściemniało złoto, jakoż odmieniło się szczere to dobre złoto, jakoż na rogu wszystkich ulic kamienie święte porozrzucane» 28. A dalej: «A teraz oblicze ich ciemniejsze niż sadza, nie poznają ich na ulicach» 29. Takci tedy ono gorzkie niewolnictwo ze wszystkiego dobrego cię odarło i całkiem tobą zawładnęło, poniżyło, spustoszyło, umniejszyło, rozproszyło, zgasiło i prawdziwie z gruntu starło! Owa piękność i jasność twoja pierwotna zniknęła! Pierwej byłaś Grecją, teraz Turcją zwać się musisz! Wszystko to Waszej Książęcej Mości nie jest tajemnicą, jako panu wielmożnemu, któremu znane są sprawy i życie dzisiejszych Greków, żyjących w niewoli, pod greckim jarzmem. A czemu tę karę Bożą na sobie noszą, to ludziom dobrze wiadomo! A kto nie wie, niechaj przeczyta napomnienie ich własnego Greka, Bessariona, metropolity nicejskiego, który im prorokował na soborze florenckim kilka lat przed ową niewolą ich, w którą popadli, i za co w nią popaść mieli. Ale temu teraz dam pokój.

Na ostatek, jeśli Wasza Książęca Mość raczysz jeszcze inaczej to rozumieć i mniemać, iż prawdziwy Kościół katolicki przecie przy dzisiejszych Grekach się znajduje (czego ja sam o Waszej Mości nie mniemam, albowiem jesteś pan wielkorozumny, gdyż wiesz ich dzisiejsze sprawy i uczynki), a nadto, jeśli Wasza Książęca Mość w tej sprawie dojrzałby jeszcze coś z przeciwnych wątpliwości (co już się odmieniło), tedy po to jest rozmowa i rozważanie, aby z nich prawda się lepiej okazała, której my się nie uchylamy i w ogólności z każdym mówić i rozważać chcemy, oprócz heretyków, których nie tylko się strzeżemy, ale i bać byśmy się ich winni; lecz do nich to dzieło nie należy (a i reguły nam tego zabraniają, bo już dawno przez Kościół są zwyciężeni i potępieni), ale z naszymi katolikami, jako z miłą bracią, radzi jesteśmy rozmawiać, chcemy, aby ta strona, która w swoich dowodach się wyczerpała, więcej ani przed Bogiem, ani przed ludźmi żadnej wymówki nie miała. Na taką rozmowę racz, Wasza Książęca Mość, wybrać sobie czas, miejsce i osoby; we wszystkim gotowi i posłuszni chcemy być Waszej Książęcej Mości.

A jeśli Wasza Książęca Mość nie poczyta takiej dysputy za słuszną i nie zechce jej mieć, tedy, jeśli to możliwe, proszę: racz, Wasza Książęca Mość, łaskawie dopuścić mnie do osobnej rozmowy z sobą, abyśmy, jako przystoi prawdziwym chrześcijanom, w duchu pokory wszystko naprawili i, pilnie obrawszy się nad wszystkimi rzeczami, wszystko przywiedli do pożądanego i szczęśliwego końca.

Znowuż tedy (czego nie daj Boże!), jeśli się stanie, z namowy niektórych nieprzyjaciół świętego Kościoła katolickiego (którzy w tej mierze bardziej strzegą własnych pożytków niż chwały Waszej Książęcej Mości, bo są jawnymi nieprzyjaciółmi krzyża Pańskiego, dla których Chrystus Pan daremnie umierał), jeśli tedy, skłaniając się do rady takich, Wasza Książęca Mość i to będzie zakazywać, albo, odmieniwszy pobożny zamysł swój, który zawżdy był skory ku pomnożeniu chwały Bożej, teraz i na to nie raczysz zezwolić i wzgardzisz prośbą oraz moim słusznym błaganiem i napomnieniem sługi Kościoła Bożego i wiernego modlnika twego, tedy świadczę Bogiem Wszechmogącym, Jedynym w Trójcy, i niech będzie jawne wszystkim ludziom wieku niniejszego i przyszłym potem, iż nie przeze mnie to się stanie, jeśli Kościół Boży, mogąc przyjść do uspokojenia i pojednania braterskiego, a także do miłości wspólnej i chrześcijańskiej, do niej jednak nie dojdzie. Taką miłość Chrystus, Zbawiciel nasz, tak ustanowił, iż własną krwią nowego i wiecznego przymierza, umierając, zapieczętował ją i zostawił jako najprzedniejszy znak swemu wiernemu dziedzictwu, po którym od innych, niewiernych, rozpoznawać się mieli, jako rzekł: «Po tym poznają wszyscy, żeście uczniami moimi, jeśli miłość będziecie mieć między sobą» 30.

Na koniec, kończąc to moje pismo do Waszej Książęcej Mości, choć, mam nadzieję, nie ostatnie, dodaję jeszcze i to. Straszliwa to rzecz żartować z Bogiem, a iż chodzi nie o rzeczy doczesne, lecz o śmierć wieczną albo o żywot wieczny, którego nie mogą zastąpić i wszelkie skarby tego świata, tedy do onego wieczystego Sędziego, któremu wszystkie tajemnice są wiadome, do Boga jedynego w Trójcy, Ojca i Syna, i Ducha Świętego, któregośmy często w tej sprawie, jako w Jego własnej, niezgodą naszą obrazili, oraz do onych niezliczonych czystych, rozumnych mocy i chórów niebieskich się odwołuję, to jest apeluję: niech nas rozsądzą!

Albowiem w tej mierze niczego innego tak bardzo nie pragnąłem, jako tego, aby trzoda Chrystusowa, odkupiona drogocenną krwią Pana naszego Jezusa Chrystusa, mogła się odświeżyć i ożyć w tej niedoli; a ten, który, mogąc to uczynić ku wiecznej chwale i ku zbawieniu swemu, by tego nie uczynił, zda rachunek bezstronnemu Sędziemu na Jego straszliwym sądzie!

Bo mam nadzieję na miłosierdzie Boże, iż, widząc zamysł Waszej Książęcej Mości ku Jego chwale gorliwy, raczy go skłonić do tak dobrego dzieła, abyś i ty stał się uczestnikiem tej świętej rzeczy, a z wieczną i nieśmiertelną sławą swoją, sprawiwszy pożądany pokój Kościołowi Bożemu i na tym świecie długo żyjąc w uczciwej i dostojnej starości, potem otrzymał w onym przyszłym żywocie królestwa niebieskiego niewiędnący wieniec nagrody od Chrystusa, Pana i Boga swego. Czego wiernie tobie, miłościwy mój gospodzie, życzę i należnie dzień i noc ze łzami moimi proszę najmiłościwszego Boga, jako wielce grzeszny i niegodny sługa Jego i twój bogomolec.

Spisano w roku Narodzenia Bożego 1598, miesiąca czerwca, dnia trzeciego.

PRZYPISY

Przełożono z książkowej mowy ukraińskiej wedle wydania: «Українські гуманісти епохи Відродження». — Cz. 2. — K., 1995. — S. 131—145.

1 Jan, XII — 35.

2 Mateusz, XXV — 26-27.

3 Mateusz, XXV — 30. U I. Pocieja: «W ciemność zewnętrzną».

4 Uwaga autora: Psalm, XLI — 2, winno być 4.

5 Uwaga autora: Przypowieści, IX — [8].

6 Uwaga autora: Ozeasz, I — [2].

7 Jan, X — 16.

8 Tu parafraza słów: Psalm, I — 3.

9 I do Koryntian, III — 4.

10 Przypis autora: II do Koryntian, II — 15.

11 Przypis autora: Psałterz, CXXXII — [3].

12 Pieśń nad pieśniami, VI — 9.

13 Przypis autora: Przypowieści, I — [8].

14 Psałterz, CXXXII — 3.

15 Książę K. Ostrogski początkowo odnosił się do unii przychylnie, lecz ujrzawszy, iż wiedzie ona do rozłamu społeczeństwa ukraińskiego, wystąpił przeciw niej.

16 Wasyl Suraski — ukraiński szlachcic, autor polemicznego dzieła «O jednej prawdziwej wierze prawosławnej», które wyszło w Ostrogu w r. 1588; stronnik prawosławia.

17 To znaczy, należało wpierw sprawę unii rozstrzygnąć wspólnie na prawosławnym synodzie, a potem jechać do papieża; unici zaś uczynili na odwrót.

18 Chodzi o protestancki zjazd w Toruniu (Polska).

19 Chodzi o prawosławny sobór brzeski, zwołany przeciwko unickiemu.

20 Przypis autora: Mateusz, XII — [30].

21 Przypis autora: Do Efezjan, IV — [26].

22 To jest patriarcha konstantynopolitański.

23 Przypis autora: Do Rzymian, XIV — [1].

24 W kwestii potrzeby kazania między prawosławnymi nie było zgodności: jedni je przyjmowali, inni zaś zaprzeczali.

25 Chodzi o Demiana Nalywajkę, który był zresztą człowiekiem uczonym, poetą, drukarzem, tłumaczem i autorem rękopiśmiennego zbioru aforystycznych powiedzeń.

26 Chodzi o mnichów wędrownych; zwyczaj wędrowania trwał u nich aż do XVIII w.; często żyli jako wędrowni scholarze i dyakowie, żebrząc o jałmużnę albo zarabiając swymi umiejętnościami i sztuką. Niemało greckich mnichów wędrowało po Ukrainie, nieraz w wysokich godnościach.

27 Przypis autora: II do Koryntian, III — 6.

28 Przypis autora: Lamentacje Jeremiasza, IV — 1.

29 Tamże, IV — 8.

30 Przypis autora: Jan, XIII — [35].

← Na stronę główną